29-letni pabianiczanin zmarł dziś niedaleko sklepu z dopalaczami.
Młody mężczyzna leżał nieprzytomny, nie dawał oznak życia. Do przyjazdu karetki reanimował go wezwany przez mieszkańca patrol Straży Miejskiej. Ratownicy byli bezradni, 29-latek zmarł. Prawdopodobnie wcześniej zażył “towar kolekcjonerski”.
Władze Pabianic nadal ignorują problem dopalaczy. Już 2 sierpnia apelowaliśmy do prezydenta Grzegorza Mackiewicza, by poszedł w ślady sąsiedniej Łodzi (wytaczanie procesów właścicielom wynajmującym lokale pod sklepy z dopalaczami; jak dotąd zamknięto w ten sposób przynajmniej 5 punktów). Po 2,5 miesiącach, 19 października, usłyszeliśmy, że sprawą zajął się radca prawny UM, ale nie mogą ujawnić szczegółów.
Kolejny raz pisaliśmy o sprawie 22 listopada – wtedy Łódź ogłosiła, że oferuje darmową obsługę prawną dla mieszkańców (m.in. rodziców, nauczycieli) walczących z dopalaczami. „Jest to propozycja skierowana przede wszystkim do rodziców i nauczycieli, ale może z niej skorzystać każdy łodzianin, który czuje się poszkodowanym przez sprzedawców dopalaczy. Wystarczy, że choćby raz kupił on lub jego dziecko taki środek. Prawnicy urzędu nie tylko złożą pozew, ale i zajmą się jego pełną obsługą prawną. Dodatkowo koszty związane z prowadzeniem postępowania zostają po stronie magistratu” – przeczytaliśmy na stronie DŁ.
Tymczasem w Pabianicach umierają kolejne młode osoby (pod koniec listopada zmarł 25-latek, dziś 29-latek), a urzędnicy nie podejmują żadnych działań. Jak długo mieszkańcy będą czekać na reakcję?
(Fot. wm.policja.gov.pl)
“nie można ujawnić szczegółów”…. bo po prostu nawet palcem nie kiwnęli!
To już chyba lepiej działał ksiądz odmawiający pod sklepem różaniec. A co z profilaktyką? przecież są specjalne komisje i grupy, co one robią?