OPINIE

Portret młodej wenecjanki (Jerzy Pilch)

Jerzy Pilch – znany i ceniony pisarz tyleż poczytny, co kontrowersyjny. Pracował dla  „Tygodnika Powszechnego”, ale również dla polskiej wersji… „Hustlera”. W „Portrecie młodej wenecjanki” funduje nam huśtawkę nastrojów i tematów, wtrącając w ten miszmasz wątki autobiograficzne. Narrator opowieści bywa smutny, melancholijny, aby za chwilę popadać w euforię. Jest komiczny i refleksyjny, ironiczny i liryczny. I jak to u Pilcha – bywa wulgarny.

Oczywiście w „pilchowskiej” prozie nie może zabraknąć spraw damsko-męskich, fascynacji kobietą, a zwłaszcza jej ciałem. Można wyczuć, że ta książka to niejako rozliczenie autora z przeszłością w sensie erotyki, ale również żal, że raczej już żadna miłosna przygoda mu się więcej nie przydarzy. Wyszalał się, a teraz pozostały mu wspomnienia, tęsknota i samotność.

„ Jeśli jestem w czymkolwiek biegły, to głównie w sztuce rozpadu”. To pierwsze zdanie książki przedstawia nam narratora (autora) jako mężczyznę, który nie może wytrwać w żadnym związku, mimo iż było ich wiele. Wcześniej czy później dochodzi (czy tylko z jego winy?) do rozstania. Ale czy autor tym się chwali czy żałuje takiego losu, nie dowiemy się od niego. Sami musimy wyciągnąć wnioski z historii jego pogmatwanego i pełnego erotycznych meandrów życia.

A co do podbojów miłosnych narratora ma obraz „Portret młodej wenecjanki” pędzla renesansowego niemieckiego artysty – Albrechta Dürera? Dowiecie się po przeczytaniu lektury. Ta niewielka, bo licząca 180 stron książka ukazała się w 2017 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego.