Wijący się z bólu pabianiczanin zaparkował samochód pod szpitalem. Kiedy obudził się po narkozie, jego auta nie było.
Pan Robert, mieszkaniec Bugaju, poczuł się źle. Był piątek, godzina 22.00. Podejrzewał kamicę nerkową – kilka lat temu miał już atak i wtedy usłyszał na pogotowiu, że „nie będą wozić 30-letniego chłopa”. O zawiezienie do szpitala poprosił więc żonę. Była wtedy w zaawansowanej ciąży (urodziła niecałe dwa tygodnie później). Do auta musiała też zabrać 6-letniego syna. Na SOR pabianiczanin dostał kroplówkę i wypis do domu. Leki przestały działać już po północy, męczył się do ok. 3.00 nad ranem. Postanowił pojechać na SOR samodzielnie.
To był luty – o tej godzinie panowały ciemności. Ponadto parking przy szpitalu był skuty lodem. Dla niepełnosprawnych jest tu kilka miejsc, pan Robert widział znak informujący o „kopertach” i stanął jak najdalej od niego po prawej stronie. Nie dostrzegł, że załapał się na niebieskie pole.
Kiedy przyjęto go na SOR, znów dostał kroplówkę, ale domagał się, by przyjąć go na oddział. Miał rację. Po upływie kolejnych godzin, około południa, był już szykowany do zabiegu usunięcia kamieni. Ocknął się dopiero po narkozie. Wtedy żona poinformowała, że sprzed PCM zniknął ich samochód…
Mandatu nie ma, ale „usługa” słono kosztowała
Po serii telefonów dowiedzieli się, że po interwencji Straży Miejskiej auto zostało odholowane i wylądowało na strzeżonym parkingu w Ksawerowie. Żona od razu się tam zgłosiła, by nie naliczono weekendowych stawek za postój.
Streściła pracownikowi całą sytuację, ale ten powiedział, że aby odebrać samochód i tak trzeba wnieść opłatę w wysokości 535 zł na konto starostwa (usuwanie pojazdów i prowadzenie parkingu strzeżonego należy do zadań powiatu), a dopiero później próbować ubiegać się o zwrot. Małżonka pana Roberta zrobiła to, przedstawiła dowód przelewu i odebrała auto. Straż Miejska, po wysłuchaniu historii z pozostawieniem pacjenta w szpitalu, odstąpiła od mandatu i dała pouczenie.
Pan Robert zgłosił się do radnego ze swojego okręgu Piotra Różyckiego. Ten pomógł mu sporządzić pismo do starostwa w sprawie anulowania opłaty. Szczegółowo wyjaśnili w nim okoliczności zdarzenia, powołali się na stan wyższej konieczności. Dołączyli notatkę SM i papiery z pobytu w PCM.
Wartość „dobra ratowanego”
Odpowiedź przyszła około dwa tygodnie później. Na dokumencie widnieje własnoręczny podpis starosty Krzysztofa Habury. Czytamy w nim m.in., że zgodnie z art. 130a ust. 1 pkt 4 Prawo o ruchu drogowym pozostawienie pojazdu na „kopercie” bez odpowiednich uprawnień „stanowi przesłankę obligatoryjnego wydania dyspozycji jego usunięcia”.
Odniesiono się do stanu wyższej konieczności, na który powołał się pan Robert: „O stanie wyższej konieczności mówimy, gdy dochodzi od konfliktu interesów w wyniku którego należy dokonać wyboru pomiędzy dobrami prawnymi. Dobro prawne, które jest poświęcane nie powinno przedstawiać wyższej wartości od dobra ratowanego. Osoba, która ratuje jedno dobro kosztem innego dobra, działa zgodnie z prawem. Aby doszło do takiej sytuacji niezbędne jest realne zagrożenie o charakterze nieuchronnym (…)” – pomimo to zaznaczono, że opłata za odholowanie auta i postój jest opłatą, z której starostwo pokrywa wymienioną usługę i jest ona koniecznością: „To opłata, nie kara, więc nie można jej wyłączyć z odpowiedzialności karnej”.
Starosta podkreślił także, że do korzystania z „kopert” upoważnione są osoby legitymujące się kartą parkingową dla niepełnosprawnych lub ich opiekunowie/kierowcy, a „lekceważenie prawa wobec osób niepełnosprawnych kłóci się z zasadami współżycia społecznego”. Decyzja o anulowaniu opłaty i zwrotu pieniędzy była odmowna.
Co wolno urzędnikowi, to nie mieszkańcowi
Przypomnijmy – pod koniec listopada ub. roku Prokuratura Rejonowa w Pabianicach wszczęła śledztwo w sprawie zwrócenia prawa jazdy prezydentowi Pabianic (takimi dokumentami zajmuje się Wydział Komunikacji Starostwa Powiatowego). Miał on podczas wakacji na terenie zabudowanym przekroczyć dozwoloną prędkość o ponad 50 km/h, co skutkuje zatrzymaniem prawa jazdy na trzy miesiące. Mackiewicz jednak nie miał aż tak długiej przerwy jako kierowca. Tłumaczył, walcząc o “prawko”, że wiózł cierpiącą teściową, a więc znalazł się w stanie wyższej konieczności, co stanowi podstawę do “ułaskawienia”, czyli oddania dokumentu. Starostwo uwzględniło podaną przez prezydenta okoliczność. Prokuratura ma wyjaśnić, czy mogło dojść do nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Śledztwo wciąż trwa (czytaj więcej TUTAJ i TUTAJ).
Nieco wcześniej, w połowie października napisaliśmy, że pabianicki starosta korzysta z przywilejów dla niepełnosprawnych. Krzysztof Habura zaparkował samochód na kopercie przy rynku na ul. Moniuszki, po czym mieszkańcom rozdawał ulotki wyborcze. Jak tłumaczył na naszych łamach, orzeczenie o niepełnosprawności ma od ponad 4 lat – przeszedł zabieg endoprotezy stawu kolanowego i ma kłopoty z poruszaniem się (CZYTAJ TUTAJ).
jakie ciemnosci jak tam sa latarnie ? a stanął autem w wejsciu w aleje gdzie własnie niepełnosprawni maja mozliwosc wydostac sie z auta i dotrzec najkrótsza droga do do SORu
nowa ustawa jest bardzo restrykcyjna ale to jedyny spsob aby własnie niepełnosprawni mieli łatwiejszy dostep szpitala czy urzedu
hej, sezamie-otworz-sie! ciebie juz ostatnio zidentyfikowano jako szpitalnego trola a komentarzem na temat zaparkowania samochodu właśnie to potwierdziłeś..
Pan Habura POwinien POżegnać się z każdym urzędem obieralnym, od tego jest demokratyczne głosowanie. Wyborcy! Do Was należy ukaranie pana starosty za złe sprawowanie urzędu! Od tego są głosowania. Właściwie starosta POwinien być odwołany już teraz przez wyborców, jak trzeba to w trybie referendalnym, jak prezydent Łodzi Kropiwnicki
Ta pabianicka klika jeszcze długo będzie trzymała władzę. Za dużo osób jest tam powiązanych. Biorąc pod uwagę ich rodziny i znajomych którzy coś zyskali to robi się już spory elektorat. Długo jeszcze tam się nic nie zmieni a władza pewna swoich stanowisk będzie coraz bardziej butna. Współczuję Wam pabianiczanie.
Treść art. wygląda na żywcem przejętą z wniosku zainteresowanego, włącznie z elementami trwogi.
Istotne, że kary nie było (tu moglibyśmy rozważać ten stan wyższej konieczności), a do zapłaty była opłata za usługę. My (podatnicy) mamy ponosić tę opłatę?
A gdyby niepełnosprawny dozmał utrudnień w zw. z tym parkowaniem? Byłoby larum w drugą stronę. Nie dogodzisz.
Masz kartę upoważniającą do parkowania na kopercie?
prince Czy może grasz w filharmonii ? Jak nic pasujesz na operatora tamburynu
Powiem tak, używając twych durnych skojarzeń. Ni do rymu, ni do taktu… (dalej wiesz co).
Mógłbyś chociaż coś merytorycznie napisać.
Wiem. Mam zbyt duże wymagania…