Kilkaset metrów od Portu Łódź znajduje się skryty pośród drzew mroczny dom – jedno z niewielu świadectw dawnego toru wyścigowego.
Ruda Pabianicka, dzisiaj dzielnica Łodzi, w latach 1923-1946 stanowiła samodzielne miasteczko położone pomiędzy Łodzią a Pabianicami. Okolica cechowała się wysokimi walorami przyrodniczymi – Ruda przecięta była przez rzekę Ner, obfitowała w liczne wzniesienia i lasy. Znajdował się tam folwark oraz przyległy mu dworek wraz ze stawami. Architektonicznie miejsce to stanowiło prawdziwy majstersztyk – duże ilości pałacyków i willi. Najpiękniejsze, okazałe drewniane budynki do dzisiaj stoją w rudzkim lesie.
Wojna powstrzymała galop
Od 1901 roku przez Rudę Pabianicką kursowały tramwaje łączące Łódź z Pabianicami. Dziewięć lat później w głąb miasteczka poprowadzono drugą linię, którą później wydłużano aż do Rzgowa, Tuszyna i Kruszowa. Można się domyślać, że z racji na letniskowy charakter okolicy to właśnie tam zlokalizowano amatorskie wyścigi konne w 1902 roku. Pięć lat później wybudowano prawdziwy tor wyścigowy przy dzisiejszej ulicy Długiej (w Łodzi).
Elitarna rozrywka rozgorzała na całego, zakłady totalizatora szły w potęgę, trybuny pękały w szwach. Tętent kopyt stłumiła na chwilę I wojna światowa. W 1930 roku zbudowano bocznicę tramwajową, liczącą niemalże kilometr, wybiegającą z ulicy Pabianickiej w Długą, skąd odbijała w Wyścigową, by zakończyć bieg pod bramą wyścigów konnych.
Wybuch II wojny światowej zatrzymał bezpowrotnie organizację turniejów. W latach 50. rozebrano bocznicę tramwajową (do dziś ostał się fragment torowiska pod ulicą Pabianicką naprzeciw Portu Łódź), zaś rozległe tereny zaadaptowano pod szkółkę rolną. Niektóre stajnie przygotowano na cele mieszkalne; taką rolę pełnią do dziś. „Serce” toru sukcesywnie zarastało.
To co zostało
Spacer rozpoczynam u zbiegu ulic Ksawerowskiej i Długiej, mijając podłużny budynek dawnej stajni. Uwagę zwraca zestaw Star 200 z przyczepą Autosan wyposażony w emblematy nauki jazdy. Na podwórku stoi także stary, wbity w ziemię, skorodowany Fiat Uno i Fiat 126p w stanie skrajnego rozkładu. Oba szkoleniowe.
Mijając rozległe, zakrzaczone tereny wyglądające zza resztek płotu biegnącego wzdłuż ulicy dostrzec można ruiny jakiś budynków. Ich wnętrze było nietypowe – rzekomo niegdyś mieściła się tam restauracja. Po opuszczeniu zdewastowanych murów, mijam pozostałości stróżówki i spostrzegam główny budynek – dwupiętrowy, masywny obiekt usytuowany malowniczo nad niewielkim stawem.
Do wnętrza wchodzę przez wyrwę w miejscu, gdzie kiedyś mieściły się główne drzwi. Widać nawet specyficzny, owalny ślad po orle, będącym nieodłącznym elementem obiektów państwowych. Ponure, zaciemnione wnętrze wymusza użycie latarek.
Tu tętniło życie
Od razu w oczy rzuca się niezwykła wysokość pomieszczeń i drzwi na parterze. Idąc w górę jedną ze świetnie zachowanych klatek schodowych trafiam do oszklonego tarasu, z którego rozpościerał się widok na przebieg wyścigów. Na suficie wciąż wiszą resztki żyrandoli.
W budynku znalazłem kilka cegieł z emblematem… cegielni „Młodzieniaszek”, co oznacza, że obiekt ten zapewne stawiano przy użyciu materiału z nieczynnej już cegielni w Pabianicach przy ulicy Myśliwskiej.
Piętro wyżej mieści się urokliwy balkon, szyb niewielkiej windy towarowej z zachowanym mechanizmem blokowym oraz wyjście na dach, który – z racji na barierki u krawędzi – z pewnością stanowił kiedyś dodatkowy punkt widokowy. Do zwiedzenia pozostał mi już jedynie naruszony zębem czasu komin i druga klatka schodowa z – o dziwo – zachowanymi szybami.
Spoglądając przez okna na zarośnięte ślady toru trudno sobie wyobrazić tłok, który panował niegdyś w tym budynku. Gwar i emocje towarzyszące podejmowaniu zakładów totalizatora, okrzyki, doping, no i w końcu dziesiątki koni biegających w tumanie pyłu gdzieś w pobliżu…
Historia niepełna
Zwracając uwagę na stan zachowania budynku, nie można oprzeć się wrażeniu, że był on wykorzystywany jeszcze w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Świadczy o tym kilka detali – ślad po godle u wejścia do obiektu oraz latarnie zlokalizowane na ścianach zewnętrznych, wywodzące się przynajmniej z lat 70. Same wnętrza zaskakują stopniem zachowania – tu i ówdzie pełne szyby, parkiety, instalacje, rury.
Jakie zatem było ostatnie przeznaczenie tego miejsca? Mieściła się tutaj centrala szkółki, a może coś zupełnie innego? Kiedy ostatecznie zaprzestano użytkowania budynku? Pytania te długo pozostawały bez odpowiedzi, budując wokół toru aurę tajemniczości. W końcu udało mi się natrafić na trop osób związanych z tym miejscem. Okazało się, że główny budynek jeszcze w latach 90. był przeznaczony pod cele mieszkalne. W końcu jednak ostatni lokatorzy zniknęli, a wewnątrz murów zapanowała wilgoć, cisza i mrok.
Wyrok zapadł?
Co dalej z tym malowniczymi, opuszczonymi i zapomnianymi terenami, nazwanymi także dumnie „Parkiem przy Konnej”? Dziesięć lat temu podjęto decyzję o wybudowaniu tu ekskluzywnego osiedla. Chociaż do dzisiaj budowa nie ruszyła, losy wyścigów konnych wydają się przesądzone, pomimo że jeszcze dwadzieścia lat temu rozważano reaktywację infrastruktury dla pierwotnych celów.
Próżno dziś szukać jeźdźca w tych rejonach. Ruda jest wspaniała – pełna ciekawostek i historii. Trzeba tylko zboczyć z drogi i zagłębić się w uliczki, bo kto by pomyślał, że kilkaset metrów od słynnego Portu Łódź znajduje się skryty pośród drzew mroczny dom – jedno z niewielu świadectw dawnego toru wyścigowego?