– To nie jest miasto przychylne dla przedsiębiorców – pożaliła się spółka wynajmująca pomieszczenia na handel dopalaczami i poinformowała o zamknięciu działalności.
Mieszkańcy ul. Zielonej mogą odetchnąć z ulgą. Systematycznie działania władz miasta, policji, sanepidu i strażników miejskich okazały się skuteczne. Spółka wynajmująca lokal na sklep z dopalaczami sprzedaje budynek przy ul. Zielonej 5 i wyprowadza się z Pabianic. Czy to oznacza koniec problemu?
Mecenas występujący w imieniu spółki wynajmującej pomieszczenia na dopalaczowy biznes przesłał właśnie pismo do ratusza. Informuje w nim o rozwiązaniu umowy najmu z użytkownikiem lokalu i sprzedaży nieruchomości. Spółka żali się z powodu nękania i zniszczeń powstałych podczas nalotów policji. Narzeka też na brak przychylności naszych władz dla biznesu.
Oto cytat: „Z uwagi na liczne nękania mojego mocodawcy w związku z działalnością najemców oraz liczne działania związane z niszczeniem mienia spółki podjął on decyzję o zaprzestaniu prowadzenia działalności w Pabianicach, które są nieprzychylne dla przedsiębiorców, a w takiej atmosferze nieprzychylności władz niemożliwe jest prowadzenie działalności. Dlatego spółka podjęła decyzję o sprzedaży nieruchomości i wycofaniu się z działalności w tym mieście”.
Przypomnijmy, że Pabianice z jednej strony zyskały miano stolicy dopalaczy, a z drugiej miejsca, gdzie walczy się z nimi w kreatywny sposób. Kiedy jeden ze sklepów funkcjonował na Bugaju, był omadlany przez wiernych, zaś Straż Miejska ustawiła przed nim karawan. Z kolei na Zielonej strażnicy pojawili się z trumną, później powstał tu mobilny posterunek działający 24 godziny na dobę.
Jednocześnie policja regularnie organizowała naloty, a miasto złożyło pozew przeciwko właścicielowi nieruchomości przy ul. Zielonej o zaniechanie immisji – uciążliwości dla sąsiednich nieruchomości, przede wszystkim przez osoby zażywające nabywane w tym miejscu dopalacze.
***
O dopalaczach na pabianice.tv:
- O tym, że władze Łodzi wymyśliły skuteczny sposób na walkę z „towarami kolekcjonerskimi”, pisaliśmy już 2 sierpnia 2016 roku. Miasto postanowiło wytaczać procesy kamienicznikom, którzy wynajmują lokale pod sklepy z dopalaczami. W pozwie żądali milionowych odszkodowań, argumentując, że obecność sklepu z używkami jest uciążliwa dla okolicznych mieszkańców i obniża wartość nieruchomości. CZYTAJ TUTAJ
- Zaproponowaliśmy wtedy prezydentowi Grzegorzowi Mackiewiczowi, by spróbował iść śladami sąsiedniej aglomeracji – obiecał, że przyjrzy się rozwiązaniu. 2,5 miesiąca później spytaliśmy o postępy w sprawie walki z dopalaczami: „Tematem zajął się radca prawny Urzędu Miejskiego. Ze względu na charakter sprawy na razie nie mogę udzielić szczegółowych informacji” – odpowiedziała nam wymijająco rzeczniczka prezydenta Aneta Klimek. (pisaliśmy o tym 19 października 2016 roku). CZYTAJ TUTAJ
- Miesiąc później, 22 listopada 2016, informowaliśmy Was o tym, że łódzcy urzędnicy oferują pomoc prawną dla mieszkańców (m.in. rodziców, nauczycieli) walczących z dopalaczami. Prawnicy ratusza nie tylko składają pozew, ale i zajmują się jego pełną obsługą prawną. Dodatkowo koszty związane z prowadzeniem postępowania zostają po stronie magistratu. CZYTAJ TUTAJ
- Z kolei tuż przed Świętami, 22 grudnia 2016, w pobliżu sklepu z dopalaczami zmarł 29-letni pabianiczanin (nieco wcześniej 25-latek). Wytknęliśmy wtedy władzom miasta opieszałość. CZYTAJ TUTAJ
- 10 kwietnia 2017 roku zapadł precedensowy wyrok – Sąd Okręgowy w Łodzi orzekł, że sklepy z dopalaczami fatalnie wpływają na swoje okolice. W praktyce oznacza to, że od właścicieli lokali można żądać ich zamknięcia. Poganialiśmy wtedy prezydenta: „Wyrok SO pokazał, że patent Łodzi działa. Władze Pabianic dostały od wymiaru sprawiedliwości zielone światło”. CZYTAJ TUTAJ
- Kolejny cios dopalaczom Łódź wymierzyła tydzień później (18 kwietnia 2017) – oprócz skutecznego zamknięcia kilku punktów i uruchomienia kompleksowej pomocy prawnej dla mieszkańców, prezydent Hanna Zdanowska przedstawiła projekt “ustawy antydopalaczowej”. Na jej polecenie prawnicy magistratu przygotowali kompleksową propozycję zmian w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii. CZYTAJ TUTAJ
- Dopiero 6 maja 2017 ratusz poinformował nas, że do właściciela nieruchomości przy ul. Zielonej wysłał pismo o zaniechanie immisji. – Dalsze kroki będą uzależnione od reakcji właściciela. Jeśli nie zareaguje na pismo, wystąpimy do sądu o nakaz zaniechania dalszej immisji – mówiła wtedy rzecznik UM Aneta Klimek. CZYTAJ TUTAJ
Brawo Panie Prezydencie! Gratulacje za skuteczną walkę z tym dziadostwem!